Słów wstępu kilka.

To był już mój drugi wyjazd gdzie przez ponad miesiąc (tym razem półtora) razem ze swoim sprzętem mieszkałem w namiocie i robiłem zdjęcia cały dzień niezależnie od pogody. Praca jak każda inna, nic specjalnego do chwalenia się bo zwykła wakacyjno-militarna reporterka ale jednak wymagająca dla aparatu przez co postanowiłem napisać krótki wpis o swoich przemyśleniach,a dokładniej spisać kilka rzeczy o których sądzę, że warto pamiętać w takich sytuacjach.

Suwak jest po to aby być zamkniętym, a filtry po to aby ich używać.

Brzmi strasznie głupio, a jak o tym zapominamy. To chyba najważniejsza rzecz dotycząca przechowywania aparatu i obiektywów gdziekolwiek, wspominał o tym także Scott Kelby w jednej ze swoich książek. Zostawienie otwartej torby/plecaka to najgłupszy sposób na uszkodzenie twoich precjozów które akurat komuś przeszkadzają i postanowił je przenieść. Podobno jeśli masz refleks zdążysz do nich doskoczyć i złapać je w locie – osobiście starałem się nie ryzykować, być może to brak wiary w siebie. Chociaż nie dramatyzujmy, to zdarza się rzadko, za to za każdym razem gdy zostawisz torbę otwartą na kilka godzin w namiocie będziesz musiał czyścić wszystkie soczewki. Tak jakoś to dziwnie działa, że niezależnie gdzie będzie leżeć i tak dostanie się do niej mnóstwo śmieci plus jakiś żuk który przyszedł przywitać nowych leśnych sąsiadów i chciał zobaczyć ile megapikseli ma twoje body.

To samo tyczy się filtrów i dekielków. Kup tanią UVkę i nie zdejmuj. W mieście i domu możesz sobie trzymać aparat pootwierany z obu stron jeśli lubisz ale w lesie aby aparat pokrył się warstwą tygodniowego kurzu wystarczy iść przez pięć minut polną drogą i być miniętym przez samochód lub tupot małych stóp okolicznej kolonii. Przy okazji unikniesz paru paprochów pod przednią soczewką i być może także jej zaparowania od wewnątrz.

Aparat i tak ci zaparuje.

Wstajesz rano, wyciągasz aparat i nic nie widzisz mimo przetartej przedniej soczewki? Ha, dopadła Cię chłodna pogoda i teraz paruje ci tylna soczewka obiektywu. Nie przecieraj jej, to pomaga tylko na chwilę. Jesteś skazany na czekanie aż ogrzeje się od otoczenia i minie tak zwany punkt rosy – temperaturę w której skrapla się para wodna w twoich warunkach. Tutaj czas na wskazówkę. Jeśli nie chcesz pakować aparatu do torby żeby trzymał temperaturę otoczenia, zawiń go w foliówkę z marketu – szybciej się ogrzeje. Ewentualnie zamiast wyciągać aparat z torby przed zdjęciami wyjmij go od razu gdy wstaniesz. Ty zdążysz coś zjeść, a soczewka zdąży odparować.

Skoro o folii mowa…

Skoro o folii mowa to miej zawsze pod ręka jedną reklamówkę. Twoje body może być całkiem szczelne ale obiektyw nie do końca. Najgorzej gdy twój obiektyw jest jak to nazywam „wodoszczelny”, najpierw zawilgotnieje/zaparuje, a później nie będzie chciał tej wody z siebie wypuścić. Właśnie w ten sposób może pojawić się pleśń w obiektywie.

A teraz do rzeczy. Zakładasz foliówkę na obiektyw i przytrzaskujesz tulipanem. Jeśli wiesz, że nie uszkodzisz soczewki wycinasz w niej otwór po zamocowaniu, jeśli się boisz, przymierzasz ją do tulipana i docinasz wcześniej, upchasz ją jakoś bez problemu a sprzęt będzie suchy. Oczywiście najlepszym sposobem jest specjalny pokrowiec na obiektyw ale reklamówka idealnie się sprawdzi gdy takowego nie posiadamy.

Tu nie kończy się gadka o folii. Te peleryny z kiosku za parę złotych to świetna sprawa. Nie tylko założysz je na siebie i w razie czego aparat pod nią… Możesz także schować się pod nimi razem z laptopem i obrobić zdjęcia gdy przemaka nad tobą dach! Tu chciałem zakończyć kwestię zabezpieczenia przed deszczem ale uznałem, że warto przypomnieć wszystkim o pokrowcach woodopornych na plecaki. Koszt? Jakieś 30-45 złotych, niektóre drożej. Efekt? Twój plecak nie zamoknie i tyle. Nie bądź jeleń i kup jeden albo chociaż wciśnij na plecak worek na śmieci (znowu folia!).

Na początku wpisu wspomniałem o namiocie… Czas na małe odejście od folii i powrót do namiotu. Żelazna zasada: zostawiasz coś w namiocie – nie może leżeć na ziemi. Prognozy pogody są różne, a w ten sposób tak długo jak dach nie będzie przeciekał, twoje rzeczy nie będą mokre.

Grunt to Prund.

„A teraz coś z zupełnie innej beczki”. Jeśli masz gdzieś dostęp do prądu to lepiej miej także przedłużacz. W bazie obozowej gdzie mieszkałem razem z całym okablowaniem harcerze nie kapali mi na nie wodą i nie sypali piachem ale zajmowali sporą część gniazdek elektrycznych. Mała listwa z kilkoma kontaktami załatwia sprawę, ba, nawet pozwala zjednać sobie każdego komu pozwolisz podładować telefon 😉 Sam popełniłem mimo braku własnej listwy na szczęście dostałem na czas wyjazdu służbową.

Mam nadzieję, że masz zapasowe baterie i nie muszę o tym wspominać. Za to warto wspomnieć o tym żeby jeśli twoja ładowarka (np ładowarka AA Philips) świeci się na zielono podczas ładowania, to żebyś o tym na niej napisał lub przykleił druczek. W miejscach gdzie świeci się zielona dioda głośno krzycząca „Naładowane, Sir!”, złowrogie zombie poszukujące źródeł zasilania ukradną ci twoje 230 volt prądu zmiennego. O tak, najbardziej lubią prąd zmienny, ten sam którym ładują telefony, powerbanki i baterie do latarek.

Dzielimy się na dwoje: tych którzy robią backup i tych którzy dopiero będą.

Krótko: rób backup. Zapisuj zdjęcia równolegle na dwóch kartach jeśli możesz albo rób często kopie zapasowe. Po miesiącu pracy padła mi karta pamięci, około pół roku po zakupie. Straty wyceniam na zero zdjęć, backup zrobił swoje, postaraj się aby u ciebie w takiej sytuacji było podobnie.

W lesie jest ciemno.

I tyle, po godzinie 19 nawet w słoneczne dni nie będziesz miał łatwo o jasne zdjęcia między drzewami. W pochmurne i deszczowe dni ciężko nawet w samo południe. Miałem wybór – jasny obiektyw, wysokie ISO i lampę błyskową. Ty możesz mieć łatwiej, być może nie będziesz robił zdjęć ludziom w ruchu i twój problem całkowicie rozwiąże statyw. Tak czy siak miej to na uwadze i pamiętaj, że ISO psuje jakość zdjęć, a o późnych porach nawet jeśli masz lampę błyskową to i tak niewiele będziesz widział przez wizjer ciemnego obiektywu.

Lampa z TTL to świetna sprawa ale poradzić można sobie także z manualną. Jak zrobić jasne zdjęcie gdy aparat nic nie widzi? Doświetlić kogoś latarką, zawsze mam ją w kieszeni.

I to by było na tyle

przemyśleń po drugim sezonie wakacyjnym przepracowanym jako leśny pstryk. Część z nich zapewne znaliście i uważaliście za oczywiste, części nie ale uznałem, że warto się nimi podzielić, a całej reszty sam nie przemyślałem. Być może coś przeoczyłem, a być może macie własne, niekiedy lepsze, patenty. Chętnie przeczytam takowe w komentarzach.

Taki rodzaj pracy muszę przyznać jest dość wymagający. Robimy zdjęcia w każdych warunkach, od upału przez wichury, i ulewy w wodzie i na lądzie choć na szczęście bez śniegu, za dnia i w nocy, gdzie bywa, że jedynym oświetleniem w zadymionym namiocie jest stroboskop. Poza tym Zarówno są to spokojne zdjęcia jak i robione w biegu gdzie kilka razy dostałem serię z repliki asg lub chowałem aparat przed rozbryzgami błota. Zdecydowanie dobry trening zdjęć reporterskich jeśli się przy tym dba o kompozycję. Nawiązując do serii z repliki polecam mieć czasem ze sobą kamizelkę odblaskową 😛 i tym wątkiem kończę wpis.

 

Fotencja nad wpisem pochodzi z pracy dla http://tropiciele.net.pl